Buduj na porażce,czyli o najważniejszej lekcji jaką dał mi Stanisław Tworzydło

Zaktualizowano: 13 wrz 2021

Czy znasz jakiegoś Mistrza?

Rozpoczynając naukę u mojego Mistrza Fu Duo, nie wiedziałam dokładnie co to znaczy – Mistrz, choć wszyscy Jego uczniowe właśnie tak o Nim mówili. W kulturze postać mistrza i ucznia występuje bardzo często – głównie w cywilizacji greckiej, chrześcijańskiej, a przede wszystkim w kulturze chińskiej i indyjskiej. Osobiście nigdy wcześniej nie poznałam żadnego mistrza, w Polsce to niepopularne stwierdzenie. Dzisiaj, po upływie kilku lat w Warszawskiej Historycznej Pracowni Artystycznej Stanisława Tworzydło rozumiem, kto kryje się za słowem mistrz i jak to jest być jego uczniem. Starałam się jak najdogłębniej poznać mojego Mistrza – w jaki sposób uczy innych i jaki jest. Przyjrzałam się relacji pomiędzy Nim a mną… wnioski są bardzo inspirujące.



Jaki jest mój Mistrz?


Posiada bogate doświadczenie, przenikliwą mądrość, ale przede wszystkim chce przekazywać ją innym. Jest niezwykle otwarty na dzielenie się swoją wiedzą, bardzo życzliwy wobec ludzi. Powiedziałabym nawet, że wysyła coś w rodzaju duchowej miłości. To niesamowite, bo to się naprawdę czuje. Nie bez powodu przybywa do niego tak wiele osób, które chcą spędzać z Nim swój czas i uczyć się nowych rzeczy. Tu nie potrzeba głośnej reklamy, kolorowego marketingu, tworzenia ofert sprzedażowych. Mistrz ma tak wyjątkową charyzmę, że dosłownie przyciąga swoją energią innych. Nie wiem, jak to robi, dla mnie nadal pozostaje to tajemnicą.


To nie jest tak, że w pracowni skupiamy się jedynie na technice tworzenia. Tu dzieje się znacznie więcej. Nauczyciel kieruje się wartościami, które z kolei pokazuje i przekazuje nam. To dobro, piękno, prawda, wolność, miłość. Kiedyś przeczytałam, że mistrz jest nim nie dlatego, że ktoś przypisał mu taką etykietkę, a dlatego że jest myślicielem, mówcą i sprawcą. Bezinteresownie dzieli się swoimi wartościami. Jest w tym szczery, a szczerość – na całe szczęście – nadal jest dla ludzi ważna.


O tym, jak pewnego dnia zbudowałam sukces na porażce


Mistrz stawia takie wymagania uczniowi, żeby ten mógł się rozwijać, ale był też w stanie im podołać. Dla mnie wymagania zawsze były wyzwaniami, nowymi miejscami do odkrycia. Każda praca – udana bądź nie – to sukces. To, co nie wyszło tak jak oczekiwaliśmy stanowi lekcję. W końcu człowiek najlepiej uczy się na błędach. Pamiętam takie sytuacje, kiedy coś, co z pozoru wygląda… beznadziejnie, dzięki wskazówkom Mistrza, nabiera zupełnie nowej odsłony.


Dzisiaj technikę walczących kolorów wykorzystuję z chęcią, jak w tej pracy.

Najlepszym przykładem będzie sytuacja z malarstwem kobaltowym. Byłam już jakieś pół roku po intensywnej nauce tej trudnej techniki. Pewnej środy przyszłam do pracowni z podekscytowaniem i ciekawością, ponieważ poprzedniego dnia załadowałam i włączyłam piec z pracami malowanymi kobaltem, które tworzyłam kilka dobrych dni. Gdy wchodziłam do pracowni pan Stanisław wyszedł do mnie i poprosił, abym nie patrzyła na swojego prace, które on wcześniej wyjął i wyniósł do innego pokoju. Zaprosił mnie do siebie i powiedział, że ma plan w związku z nimi. Dał mi delikatnie do zrozumienia, że niestety są – jak czasami mawiał – „spaprane”. Czułam zawód, ale tylko przez chwilę bo wtedy mój Mistrz złożył mi propozycję uratowania sytuacji. Przy okazji miałam się nauczyć nowej techniki walczących kolorów. Zabrzmiało to bardzo intrygująco i zmieniło moje nastawienie do tej sytuacji.

Dzięki takiemu postawieniu sprawy, widząc te… spaprane prace, w porażce widziałam szansę. I rzeczywiście! Finalnie wyszłam z tego obronną ręką – nauczyłam się nowej techniki i uratowałam to, co początkowo wydawało się nie do odratowania.


Stanisław Tworzydło i ja w Jego letniej pracowni w Ponurzycy. lipiec 2020.

Teoretycznie zawsze to wiedziałam (większość z nas to wie), ale tego dnia zrozumiałam, że przekuwanie porażki w sukces może naprawdę “dziać się” na co dzień. Kiedy coś nam nie wychodzi, kiedy mamy gorszy czas możemy podejść do sprawy inaczej – kreatywniej. Otworzyć się na nowe i budować coś dobrego, nowego na czymś beznadziejnym. Wiadomo, że nie zawsze się da, ale próbując, nie stracisz nic – możesz tylko zyskać. Z taką myślą opuściłam wtedy pracownię na Kazimierzowskiej i wracając autem do domu postanowiłam, że kiedyś o tym napiszę.



Jeśli spodobał Ci się ten artykuł subskrybuj mój newsletter, a będziesz dostawał kolejne na swoją skrzynkę mailową w chwili opublikowania go na blogu.

Będę szczęśliwa i wdzięczna Tobie za opublikowanie tego artykułu w social media.


65 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Rajski ptak